<< wróć do listy
DF0:emulatory-ps5-sony
Inne17.07.2026

Sony zabija płyty, scena odpala emulatory PS5. Astro Bot już bootuje na PC

KytyPS5 i SharpEmu zaliczyły w dwa tygodnie więcej kamieni milowych niż niejeden emulator przez rok. To nie przypadek — to odpowiedź sceny na koniec nośników fizycznych. No i na GTA 6.

Tak, wiem — PS5 na BootBlocku. Konsola młodsza niż niejedna dyskietka w mojej szufladzie, na stronie, gdzie świętuje się urodziny Kickstartu. Zanim ktoś uzna, że mi się działy pomieszały: nie będzie recenzji DualSense'a. Ale emulacja to nasz sport narodowy — pół życia przesiedzieliśmy w WinUAE i VICE, a spory kawał drugiej połowy w dyskusjach, czy cykl blittera się zgadza. Więc kiedy scena emulacyjna bierze się za najnowszy sprzęt Sony i w dwa tygodnie robi postęp, na jaki normalnie czeka się latami, to nie jest news o PlayStation. To news o emulacji. A przy takich siadamy w pierwszym rzędzie, z kawą.

Bohaterów jest dwóch. Pierwszy to KytyPS5 — fork Kyty, projektu, który wystartował w 2021 jako emulator PS4 i PS5, po czym w 2022 autor go porzucił. Deweloper o ksywce Nmzik wskrzesił kod, wyciął wszystko poza PlayStation 5 i pisze dalej w C++. Na razie tylko pod Windows, rozwijane głównie na kartach NVIDII.

Wersja 0.0.2 z 11 lipca przyniosła nowy kompilator shaderów, szerszą obsługę sterownika graficznego AGC, poprawioną emulację audio AJM, bibliotekę PSML i przeprojektowane GUI. Brzmi jak suchy changelog? Owszem. Ale 0.0.3 poszła dalej: bootuje komercyjne GTA V w wersji na PS5 — ekrany ładowania, splash art i menu ustawień, po którym da się normalnie nawigować. Bootują też Quake 2, Pac-Man World i PowerWash Simulator. Bootują, podkreślam. Grać się jeszcze nie da.

Drugi bohater to SharpEmu. Ten pochwalił się odpaleniem Astro Bota — ekskluzywu, maskotki i oczka w głowie Sony — oraz działającym dwuwymiarowym Dreaming Sarah. W tle kręci się jeszcze RPCSX. Trzy projekty naraz, wszystkie z kamieniami milowymi w odstępie tygodni. Przy tak młodej konsoli to tempo niespotykane.

Skąd ten nagły zryw? Tom's Hardware pisze wprost: to reakcja na uśmiercanie fizycznych nośników. Kupujesz grę na płycie — masz ją. Kupujesz w PS Store — masz licencję, którą korporacja może ci w każdej chwili przedefiniować. Scena emulacyjna od zawsze była polisą ubezpieczeniową graczy i właśnie dostała najlepszą motywację od lat. Klasyczny efekt Streisand.

No i jest drugi motor: GTA 6. Premiera na konsolach jeszcze w tym roku, wersji PC brak nawet w zapowiedziach — Rockstar tradycyjnie każe pecetowcom czekać latami. Serwis VideoCardz nazywa to już otwarcie wyścigiem emulacji przed premierą GTA 6. Nikt przy zdrowych zmysłach nie obiecuje grywalnego GTA 6 na emulatorze w dniu premiery. Ale sam fakt, że KytyPS5 zaczął właśnie od menu GTA V, mówi o priorytetach wszystko.

Teraz kubeł zimnej wody, bo się należy. ShadPS4 — najpopularniejszy emulator PS4 — po latach rozwoju ogarnia jakieś 15 procent biblioteki konsoli. PS5 to sprzęt trudniejszy, młodszy i pilniej strzeżony. Boot to nie gameplay, a wersje 0.0.x to eksperymenty dla ludzi, którzy lubią patrzeć na logi. Traktujcie każdy nagłówek w stylu „emulator PS5 uruchamia...” z rezerwą.

Kierunek jest jednak właściwy. My to przerabialiśmy: gdyby nie WHDLoad i ripperzy sprzed ćwierć wieku, spora część amigowej biblioteki istniałaby dziś tylko we wspomnieniach i na pleśniejących dyskietkach. Emulacja to nie piractwo, tylko archiwistyka — czasem po prostu wyprzedza swoje czasy.

◆ ◆ ◆
Moje trzy grosze

Trzymam kciuki za emulatory, i to mocno. Ale zanim ktoś mnie zapisze do klubu obrońców płyty kompaktowej — nie, nie jestem członkiem. Powiem więcej: uważam, że płyta w 2026 to archaizm, który powinien był odejść dawno temu, po cichu i bez kwiatów. W pececie nie mam napędu optycznego od wieków i jakoś mi go nie brakuje. Dystrybucja cyfrowa jest po prostu wygodna. Żądanie, żeby Sony trzymało się krążków, to trochę jak żądanie powrotu dyskietek albo kaset VHS — na półce wyglądają pięknie, w użyciu nieco gorzej.

Rozumiem nawet Sony, choć podobno wypada mi tu napisać ZŁE DEMONICZNE KORPO. Firma chce zarabiać. Szok. Po to się zakłada firmę — nie dla naszych wzruszeń przy zdejmowaniu celofanu. Ale skoro jesteśmy szczerzy w jedną stronę, bądźmy w obie: lata temu obiecywano nam, że cyfrowa dystrybucja obniży ceny gier, bo odpadnie tłoczenie, magazyny i logistyka. No i jak tam? Ceny premierowe są najwyższe w historii. Tamta obietnica okazała się kłamstwem i to jest w całej tej historii naprawdę parszywe — nie sam koniec płyt.

A skoro pudełka na razie wciąż schodzą z taśm, bo tacy jak my lubią mieć coś na półce, to mam jedną prośbę do działu produkcji: ogarnijcie wreszcie nową formę wtryskową. Sprzedawanie kolekcjonerowi pudełka z pustym gniazdem na płytę, której w środku nie ma i nie będzie, to poziom absurdu godny osobnego felietonu.

No i sprawa własności — ta, przy której najwięcej krzyku i najmniej wiedzy. Prawda jest brutalna: gra NIGDY nie była twoja. Kupując pudełko w 1998, kupowałeś kawałek plastiku plus licencję na korzystanie z utworu; prawa autorskie do gry zostawały u wydawcy — wtedy, dziś i zawsze. Różnica między płytą a cyfrą jest jedna, za to konkretna: fizyczny egzemplarz podlega tak zwanemu wyczerpaniu prawa, więc możesz go legalnie odsprzedać, pożyczyć koledze albo zostawić w spadku. Licencja cyfrowa siedzi przypięta do konta — regulaminy PSN czy Steama mówią wprost o licencji niewyłącznej, nieprzenoszalnej i odwoływalnej. Hejt w stylu „zabierają mi moje gry” jest więc nietrafiony, bo twoje nigdy nie były. Zabierają ci coś innego: prawo odsprzedaży i dostęp niezależny od łaski cudzego serwera. O to warto się wkurzać. O resztę niekoniecznie — a spora część tego gniewu, jak zwykle, bierze się z niewiedzy.

Tęsknota za płytą to w dużej mierze tęsknota za własnością, która zawsze była pozorna. I za rytuałem — pudełko robiło z gry przedmiot, a z zakupu wydarzenie. Rozumiem, sam mam szafę pełną takich wydarzeń. Ale bądźmy uczciwi: to nie są lata osiemdziesiąte ani dziewięćdziesiąte. Ile gier z ostatniej dekady naprawdę będziecie chcieli odpalić za 30 lat? Dzisiejsze tytuły żyją jeden cykl wydawniczy i znikają pod lawiną kolejnych. Argument „nie mogę schować do szafy” słabnie, gdy do tej szafy coraz częściej nie ma czego chować.

I tu wracamy do emulatorów, bo obie prawdy — „cyfra jest wygodna” i „nic nie jest twoje” — składają się na jeden wniosek. Skoro wszystko trafi do chmury (a trafi, nie ma co tupać nogą), jedyną realną polisą na dzień, w którym sklep zgaśnie, jest scena. PSP i Wii U już to przerobiły. Mam w szafie pudełko z grami na A500 kupionymi na giełdzie w połowie lat dziewięćdziesiątych — wczoraj dla testu wsadziłem jedną do stacji, wczytała się za drugim razem, po ostukaniu. Trzydzieści lat. Ciekawe, ile pozycji z mojego konta PSN odpali się w 2056. Podejrzewam, że dokładnie tyle, ile do tego czasu ogarnie jakiś emulator.

A co do grania w GTA 6 na PC szybciej, niż myślimy — stawiam ostrożnie, że wyścig „oficjalny port kontra scena” będzie ciekawszy niż sama premiera. Rockstar ma w banku miliardy powodów, żeby się nie spieszyć. Scena ma dokładnie jeden powód, żeby spieszyć się bardzo. I to zwykle wystarcza.

Komentarze

Czytają wszyscy. Żeby dodać komentarz, zaloguj się — GitHub, Google albo e-mail.