<< wróć do listy
NISZA DF0:deadline-2024-berl
Demoscena07.10.2024news niszowy

Deadline 2024 w Berlinie. Desire bierze oldskool na gołej pięćsetce

Pierwszy weekend października, Berlin, ekran i głośniki na full. W kompocie oldskoolowych dem wygrało demo, które mieści się w pięćsetce i ani bajta więcej.

Bo demoparty w Berlinie ma swój rytm i Deadline trzyma go co roku. Impreza odbyła się między 4 a 6 października 2024. Trzy dni, jedna sala, kompoty do późna — schemat, który każdy scener zna na pamięć i którego za nic by nie zmienił.

Oldschool Demo Compo wygrało „Inside the Machine” grupy Desire. Produkcja chodzi na Amidze OCS, czyli na zwykłej pięćsetce, bez turbo i bez kart. Podpisał się pod nią gigabates — czyli Graham Bates. Kto śledzi scenę, ten wie, że jak Desire wypuszcza coś na gołym OCS, to zwykle warto usiąść i obejrzeć do końca.

I to jest ta część, która mnie w scenie trzyma od lat. Bo wycisnąć efekt z A500 w 2024 roku to nie to samo, co odpalić go na PiStormie z zapasem mocy na trzy takie dema naraz. Ograniczenie jest tu punktem wyjścia, nie wymówką. Im ciaśniej, tym większy szacunek za to, co jednak wychodzi z ekranu.

Drugie miejsce w tym samym kompocie wzięło „4FX” grupy Spreadpoint. Spreadpoint to nazwa, która na scenerskich listach przewija się od dekad, więc ich obecność w czołówce nikogo nie zdziwiła. Zdziwiłoby raczej, gdyby ich zabrakło.

W kompocie Oldschool Graphics pojawiło się między innymi „Floppy. Wanted!” — grafika, którą podpisał Titus z Rabenauge. Sam tytuł to już mrugnięcie okiem do każdego, kto kiedykolwiek klął nad niedoczytaną dyskietką. List gończy za dyskietką. Rozumiemy się w tej branży bez tłumaczenia.

Kompot Wild wygrał z kolei „Tactical Transmissions” grupy Pattern Syndicate — i tu ciekawostka, bo to musicdisk. Wild bywa workiem na wszystko, co nie mieści się w klasycznych kategoriach, więc zwycięski musicdisk w tej stawce to smaczek. Muzyka wzięła kompot, w którym zwykle królują rzeczy dużo dziwniejsze niż dobra ścieżka.

Wyników było oczywiście więcej — wypisałem te, które najbardziej mnie ruszyły. Kto był w Berlinie na miejscu, niech się pochwali, jak brzmiała sala przy „Inside the Machine”. Reszta ma robotę: prodki lądują w sieci, wystarczy pooglądać na spokojnie w domu.

◆ ◆ ◆
Moje trzy grosze

Deadline zajęło w kalendarzu miejsce, które kiedyś było puste, i zrobiło to bez fajerwerków. Bo to nie jest największe party świata i wcale nie udaje, że jest. To dobrze poukładana impreza dla ludzi, którzy przyjeżdżają dla dem, nie dla sceny towarzyskiej. Taki klimat cenię, bo widać go potem w wynikach.

„Inside the Machine” na OCS to dla mnie news numer jeden z tego weekendu. Nie dlatego, że OCS jest lepszy — tylko dlatego, że jest trudniejszy, a trudność w tej zabawie to połowa frajdy. Odpalcie sobie i policzcie w głowie, ile z tych efektów obstawilibyście na gołej pięćsetce, zanim zobaczyliście, że jednak się da.

A tak z ciekawości — kto z was jeszcze jeździ na party fizycznie, a kto ogląda wszystko ze streamów w kapciach? Ja mam sezon mieszany i bez wyrzutów sumienia. Ale nic nie zastąpi sali, która wstrzymuje oddech na ostatnim efekcie i wybucha, gdy pojawia się greetslista.

#Deadline#Desire#OCS#demoparty#Spreadpoint