Amiberry 8.2.0. Monitor wydajności i mniej czkawki na Pi
BlitterStudio wypuściło 8.2.0 z podglądem, gdzie dokładnie gubią się klatki, i z rozsądniejszym zachowaniem na słabszym ARM-ie. Plus solidna porcja poprawek JIT-a.
Amiberry to ten emulator, który zrobił z Raspberry Pi pełnoprawną Amigę do szafki pod telewizor. 14 czerwca 2026 dostał wersję 8.2.0 i to jest wydanie z konkretnym pomysłem na życie, a nie zbiór losowych łatek.
Gwóźdź programu: nowy monitor wydajności. Pokazuje czasy klatek, czasy renderowania i wyświetlania oraz diagnostykę rysowania linii. Brzmi sucho, ale rozwiązuje realny ból — do tej pory, jak coś się krztusiło, dźwięk trzeszczał albo wejście łapało lag, człowiek zgadywał. Teraz widać, gdzie dokładnie ucieka czas.
Druga rzecz jest dla ludzi z wolniejszym ARM-em. Amiberry na przeciążonym systemie wyświetla teraz ostrzeżenie i daje jednoklikową drogę powrotu, zamiast po cichu zamieniać się w pokaz slajdów. Na Raspberry Pi 4 domyślnie woli przełączyć rozdzielczość niż od razu ściąć dokładność — czyli najpierw próbuje uratować płynność mniejszym kosztem.
Pod maską poszła gruntowna robota przy JIT-cie. Naprawiono szeroki zestaw problemów kompilatora na ARM64: składowanie bazy przy MOVEM z predekrementacją, stan PC w celach skoków, awaryjne LINK A7. Na x86-64 poprawki dotknęły operandów o szerokości wskaźnika i obsługi prefiksu REX. Dla laika: mniej losowych wywałek w cięższych programach.
Do tego doszło strojenie buildów Linux ARM64 pod szeregowanie na Cortex-A72 — czyli dokładnie ten rdzeń, który siedzi w Pi 4. Widać, że BlitterStudio celuje w malinę jako w platformę pierwszego wyboru, nie doklejkę.
Reszta listy to porządki: poprawki integracji z libretro (bootowanie WHDLoad, wywałki wejścia), lepsza obsługa wejścia na Androidzie, stabilizacja PPC/QEMU-UAE i odświeżenie zależności — SDL3, ImGui, modernizacja CMake. Nic z tego nie robi nagłówka, a każde z osobna oszczędza komuś wieczoru.
Monitor wydajności to jedna z tych funkcji, o których nie wiesz, że ich potrzebujesz, dopóki ich nie dostaniesz. Kiedyś, jak gra na Pi się krztusiła, zabawa w diagnozę wyglądała tak: zmień jedną opcję, odpal, zgaduj. Godzinami. Teraz masz liczby na ekranie i po prostu widzisz winowajcę.
Amiberry od dawna gra w tej samej lidze co WinUAE, tyle że na sprzęcie za sto złotych. I to jest w tym najpiękniejsze — dokładność zbudowana na tym samym rdzeniu, ale wsadzona do maszynki, którą chowasz za telewizor. Kartę SD wgrałem, malinę schowałem, joypad podpiąłem. Dwadzieścia lat temu za taką wygodę oddałbym nerkę.