WinUAE schodzi z Windows. Pierwsza natywna wersja na Linuksa i maca
Dwadzieścia lat WinUAE siedział zamknięty w jednym systemie. 3 czerwca padła pierwsza cegła — natywny build na Uniksy. Wczesny, dziurawy, ale prawdziwy.
3 czerwca 2026 w repozytorium WinUAE pojawiło się coś, na co część sceny czekała od dobrych piętnastu lat: natywny build na Linuksa i macOS. Tag unix_r1, opis bez ogródek — wczesna wersja testowa. Nie instalator, nie gotowiec z ikonką. Cegła, ale położona.
Technicznie wygląda to tak: za obraz, wejście i dźwięk robi SDL, a konfigurację obsługuje interfejs napisany w Qt. Obrazy dyskietek i hardfile'i działają, obrazy CD też, do tego sieć i port szeregowy. Wsparcie kart rozszerzeń i akceleratorów jest w robocie — czyli jeszcze go w praktyce nie ma tak, żeby na nim polegać.
Żeby było jasne, co tu się właściwie zmienia. WinUAE to od lat złoty standard dokładności emulacji Amigi — rzecz, do której porównuje się wszystkie inne. Problem w tym, że przez całe życie był zakładnikiem Windowsa. Kto siedział na Linuksie albo macu, miał dwie drogi: FS-UAE (który stoi na starszym rdzeniu UAE) albo WinUAE pod Wine, z całym tym cyrkiem wokół warstwy zgodności.
Sam przez lata odpalałem go właśnie przez Wine i powiem tak: działało, dopóki nie działało. Raz na jakiś czas aktualizacja Wine wywalała dźwięk, innym razem gubił pełny ekran, a konfigurację portów robiło się na pół gwizdka. Natywny build wycina tę całą warstwę pośrednika. To już nie „Amiga w Windowsie w Wine w Linuksie”, tylko Amiga bezpośrednio na twojej maszynie.
Autorzy nie udają, że jest gotowe. W ogłoszeniu wprost: część rzeczy jest niekompletna, część ścieżek sprzętowych wymaga weryfikacji, a pakowanie i wygoda użytkownika to jeszcze poletko do zaorania. Konfiguracja nie ma parytetu z dojrzałą wersją windowsową — sporo zakładek świeci pustkami albo nie robi tego, co powinno.
ROM-y jak zawsze na własną rękę. Legalny Kickstart i pliki Workbencha/AmigaOS trzeba sobie zdobyć osobno — najprościej przez Amiga Forever od Cloanto, jeśli ktoś nie chce grzebać w szufladzie po oryginalnych dyskietkach z 1992.
I to nie jest odosobniony strzał. Miesiąc później, 8 lipca, wyszła beta 9 gałęzi 6.1.0, która dalej dłubie właśnie przy używalności i zgodności na macu i Linuksie. Widać w tym plan, a nie jednorazowy eksperyment znudzonego programisty w weekend.
Traktuję to jak zapowiedź, nie jak produkt. Wersja unix_r1 to zaproszenie dla ludzi, którzy lubią zgłaszać błędy i budować z gita, a nie dla kogoś, kto chce w piątek wieczorem odpalić Turricana bez czytania README. I dobrze, że autorzy tak to nazywają — nic gorszego niż alfa udająca finał.
Ale kierunek jest ten jeden słuszny. Jeśli ten port dojrzeje, za rok albo dwa złoty standard dokładności przestanie być więźniem jednego systemu operacyjnego — a to zmienia układ sił w całym amigowym emulatorstwie. Stawiam, że zanim zrobi się z tego wygodny build dla zwykłego zjadacza chleba, minie jeszcze kawał czasu. Ale pobrałem, zbudowałem na macu i pierwszy Workbench 3.1 wstał. Para poszła. Reszta to już tylko robota.