Graphic Designer 1.04: darmowa edycja gotowa, płatna z 24 warstwami wesprze chore dzieci
Program, który próbuje być jednocześnie malarką, DTP i narzędziem do prezentacji, doszedł do wersji uznanej przez autora za ostateczną. Ale historia ma drugie dno.
Warstwy. Jedno słowo, na które w połowie lat dziewięćdziesiątych czekaliśmy jak na zbawienie. Kto malował cokolwiek w Deluxe Paint, ten pamięta to specyficzne cierpienie — jeden błąd pędzlem i albo cofasz pół godziny roboty, albo uczysz się żyć z pomyłką. O nakładaniu obrazu na obraz bez niszczenia tego pod spodem można było najwyżej pomarzyć, zerkając z zazdrością na pecetowców z Photoshopem.
Dlatego Graphic Designer 1.04 czytam z uśmiechem. To zamierzona wersja finalna darmowej edycji — autor stawia kropkę i mówi, że tu się kończy. Ilustracje możecie budować na maksymalnie dwunastu warstwach, gotowe prace eksportujecie do IFF, a całość ściągniecie z itch.io, z profilu lifeschool22. Za darmo, bez gwiazdek.
Sam program jest osobliwym stworzeniem, i mówię to z sympatią. Bo łączy edycję obrazu z funkcjami DTP i narzędziami do prezentacji — trzy rzeczy, które normalnie mieszkają w trzech osobnych aplikacjach, upchnięte w jednym oknie. Na amigowe standardy to połączenie nietypowe, momentami wręcz dziwaczne, ale w tej dziwaczności jest urok samorodka.
I tu historia dostaje drugie dno. Za jakieś cztery tygodnie ma wyjść edycja płatna: dwadzieścia cztery warstwy zamiast dwunastu, wydanie na CD oraz jako download. Podwojona liczba warstw robi z zabawki narzędzie, którym da się zrobić coś poważnego — a fizyczny krążek w 2026 to sentymentalny ukłon, którego nie potrzebuję, ale i tak chcę.
Najważniejsze jest jednak to, gdzie idą pieniądze. Cały dochód ze sprzedaży płatnej edycji trafi do ACP&TCP — organizacji wspierającej chore dzieci. Nie procent, nie „część zysku po odliczeniu kosztów”. Całość. To zmienia charakter całego przedsięwzięcia i, przyznaję, rozbraja mój wewnętrzny cynizm szybciej, niż bym chciał.
Bo model jest tu rozbrajająco prosty. Darmowa wersja dla każdego, kto chce po prostu malować. Płatna dla tych, którym nie żal wydać kilku złotych, wiedząc, że wszystko idzie na dzieciaki. Trudno się do tego przyczepić, a próbowałem.
Warstwy w amigowym programie graficznym to rzecz, na którą w latach dziewięćdziesiątych czekaliśmy z wywieszonym językiem. Że dostajemy je w 2026, za darmo, na sprzęt, który wszyscy już dawno spisali na straty — to jest dokładnie ta scena, którą lubię najbardziej. Uparta, hojna i kompletnie niepraktyczna.
Płatną edycję kupię, choćby miała wylądować na półce obok innych rzeczy nabytych „dla idei” — a takich w kolekcji każdego z nas jest więcej, niż wypada się przyznać. Wy zróbcie, jak uważacie, ale jak szukacie pretekstu, żeby wydać parę złotych bez wyrzutów sumienia, to lepszego nie znajdziecie. Dzieciaki dostaną, wy dostaniecie dwadzieścia cztery warstwy. Uczciwy deal.