<< wróć do listy
DF0:amelinium-0-8-4-pr
Software07.07.2026

Amelinium 0.8.4: polska przeglądarka na klasyka dostaje JavaScript

Paweł „Juen” Nowak robi rzecz, w którą mało kto wierzył: nowoczesną przeglądarkę WWW na klasyczną Amigę. Najnowsza wersja przekracza granicę, za którą robi się naprawdę ciekawie.

Pamiętacie surfowanie po sieci na klasyku? Bo ja pamiętam aż za dobrze. IBrowse dławił się na pierwszej lepszej ramce, AWeb udawał, że CSS to fanaberia, a Voyager renderował strony tak, jakby projektant miał do dyspozycji linijkę i zły humor. O JavaScripcie w ogóle się nie mówiło — to była pogoda na Marsie. Teoretycznie gdzieś tam jest, praktycznie żaden Amigowiec go nie widział.

I w ten krajobraz wchodzi Paweł „Juen” Nowak z Ameliniumem 0.8.4, świeżo wrzuconym na Aminet. Najważniejsza nowość jednym słowem: JavaScript. Tak, na sześćset osiemdziesiątce. Przeglądarka, która przez lata rosła po cichu, właśnie przekroczyła granicę, za którą kończy się „ładny eksperyment”, a zaczyna coś, czym da się realnie klikać.

A do JavaScriptu Amelinium dochodziło etapami, i to solidnymi. Wcześniejsze wydania przyniosły fonty TrueType — czyli tekst, który nie wygląda jak wydruk z igłówki. Potem doszedł CSS Grid. Flexbox. Tabele. Wymieniam to tak sucho, bo trzeba mieć świadomość, o czym mowa: to są rzeczy, o których inne amigowe przeglądarki albo mówią szeptem, albo nie mówią wcale, bo nie potrafią.

Wymagania autor postawił uczciwie, bez owijania. Ruszy na gołym 68000 — ale nie oszukujmy się, że to będzie przyjemność. Sensowna praca zaczyna się od 68030. Autor zaleca 68060, i coś w tym jest, bo renderowanie współczesnego HTML-a to nie jest zabawa dla procesora, który pamięta premierę A500. Do tego HTTPS wymaga AmiSSL w wersji 5 — bez tego połowa dzisiejszego internetu po prostu zatrzaśnie wam drzwi przed nosem.

Ciekawa jest deklarowana filozofia projektu: najpierw kompatybilność, potem szybkość. I to słychać w każdej decyzji. Zamiast chwalić się benchmarkami na jednej wyselekcjonowanej stronie, Juen woli, żeby po prostu działało jak najwięcej witryn — nawet jeśli działa wolniej. To jest podejście dorosłe, choć na klasyku boli podwójnie, bo cierpliwość testuje przy każdym przewinięciu.

Bo zbudowanie silnika, który renderuje nowoczesny CSS i odpala skrypty na maszynie z lat osiemdziesiątych, to nie jest weekendowy projekt. To lata dłubania w wolnym czasie, z pełną świadomością, że użytkowników będzie garstka. I właśnie dlatego takie rzeczy trzeba głośno odnotowywać.

◆ ◆ ◆
Moje trzy grosze

Skala postępu w Ameliniumie robi wrażenie większe niż niejeden komercyjny projekt z prawdziwym budżetem. A że autor jest z Polski, to duma podwójna i nie zamierzam udawać, że jej nie czuję. Na mocniejszym klasyku — a już zwłaszcza z PiStormem pod maską — potrafi chodzić zaskakująco żwawo, do tego stopnia, że łatwo zapomnieć, iż silnik dźwiga na plecach sprzęt z lat osiemdziesiątych. Na gołym 68000 — cóż. Powiedzmy elegancko, że buduje charakter.

I tu mam prośbę, bo to ważne. Takie projekty żyją dokładnie tak długo, jak długo autor czuje, że komuś się chce. Takich rzeczy po prostu nie zostawia się bez wsparcia — dobre słowo dla Juena, zgłoszony bug czy wskazanie strony, na której się wywala, znaczą tu naprawdę wiele. Przeglądarki na klasyka nie giną z braku kodu — giną z nadmiaru ciszy. A tej jednej naprawdę kibicuję.

#przeglądarka#JavaScript#polska scena