Pamiętacie surfowanie po sieci na klasyku? Bo ja pamiętam aż za dobrze. IBrowse dławił się na pierwszej lepszej ramce, AWeb udawał, że CSS to fanaberia, a Voyager renderował strony tak, jakby projektant miał do dyspozycji linijkę i zły humor. O JavaScripcie w ogóle się nie mówiło — to była pogoda na Marsie. Teoretycznie gdzieś tam jest, praktycznie żaden Amigowiec go nie widział.
Amelinium 0.8.4 — JavaScript na klasyku
I w ten krajobraz wchodzi Paweł „Juen” Nowak z Ameliniumem 0.8.4, świeżo wrzuconym na Aminet. Najważniejsza nowość jednym słowem: JavaScript. Tak, na sześćset osiemdziesiątce. Przeglądarka, która przez lata rosła po cichu, właśnie przekroczyła granicę, za którą kończy się „ładny eksperyment”, a zaczyna coś, czym da się realnie klikać.
Fonty TrueType i droga do obsługi skryptów
A do JavaScriptu Amelinium dochodziło etapami, i to solidnymi. Wcześniejsze wydania przyniosły fonty TrueType — czyli tekst, który nie wygląda jak wydruk z igłówki. Potem doszedł CSS Grid. Flexbox. Tabele. Wymieniam to tak sucho, bo trzeba mieć świadomość, o czym mowa: to są rzeczy, o których inne amigowe przeglądarki albo mówią szeptem, albo nie mówią wcale, bo nie potrafią.
Wymagania sprzętowe: od 68000 do 68030
Wymagania autor postawił uczciwie, bez owijania. Ruszy na gołym 68000 — ale nie oszukujmy się, że to będzie przyjemność. Sensowna praca zaczyna się od 68030. Autor zaleca 68060, i coś w tym jest, bo renderowanie współczesnego HTML-a to nie jest zabawa dla procesora, który pamięta premierę A500. Do tego HTTPS wymaga AmiSSL w wersji 5 — bez tego połowa dzisiejszego internetu po prostu zatrzaśnie wam drzwi przed nosem.
Najpierw kompatybilność, potem szybkość
Ciekawa jest deklarowana filozofia projektu: najpierw kompatybilność, potem szybkość. I to słychać w każdej decyzji. Zamiast chwalić się benchmarkami na jednej wyselekcjonowanej stronie, Juen woli, żeby po prostu działało jak najwięcej witryn — nawet jeśli działa wolniej. To jest podejście dorosłe, choć na klasyku boli podwójnie, bo cierpliwość testuje przy każdym przewinięciu.
Bo zbudowanie silnika, który renderuje nowoczesny CSS i odpala skrypty na maszynie z lat osiemdziesiątych, to nie jest weekendowy projekt. To lata dłubania w wolnym czasie, z pełną świadomością, że użytkowników będzie garstka. I właśnie dlatego takie rzeczy trzeba głośno odnotowywać.
Skala postępu w Ameliniumie robi wrażenie większe niż niejeden komercyjny projekt z prawdziwym budżetem. A że autor jest z Polski, to duma podwójna i nie zamierzam udawać, że jej nie czuję. Na mocniejszym klasyku — a już zwłaszcza z PiStormem pod maską — potrafi chodzić zaskakująco żwawo, do tego stopnia, że łatwo zapomnieć, iż silnik dźwiga na plecach sprzęt z lat osiemdziesiątych. Na gołym 68000 — cóż. Powiedzmy elegancko, że buduje charakter.
I tu mam prośbę, bo to ważne. Takie projekty żyją dokładnie tak długo, jak długo autor czuje, że komuś się chce. Takich rzeczy po prostu nie zostawia się bez wsparcia — dobre słowo dla Juena, zgłoszony bug czy wskazanie strony, na której się wywala, znaczą tu naprawdę wiele. Przeglądarki na klasyka nie giną z braku kodu — giną z nadmiaru ciszy. A tej jednej naprawdę kibicuję.