MorphOS 3.20: nowa platforma, pliki powyżej 4 GB i koniec strachu przed rokiem 2038
Zespół MorphOS-a wypuścił wydanie 3.20 i jak na system pisany przez garstkę ludzi po godzinach, lista zmian budzi szacunek.
Bo MorphOS pisze od lat garstka ludzi po godzinach — i za każdym razem, gdy myślę, że już nie mają czym zaskoczyć, wypuszczają changelog, przy którym niejedna komercyjna firma powinna spuścić wzrok. Wersja 3.20 właśnie wyszła. I jest gruba.
Najgłośniejsza rzecz to obsługa platformy Mirari. Brzmi technicznie, znaczy dużo: MorphOS przestaje być systemem wyłącznie dla starych PowerMaców. Kto pamięta czasy, gdy „na czym to w ogóle odpalę” było pierwszym pytaniem każdego zainteresowanego, ten wie, jaki to ciężar zdjęty z barków. Platforma docelowa przestaje być muzeum. Staje się czymś, co można kupić.
Do tego rozszerzone wsparcie kart Radeon — kolejne rodziny GPU trafiły na listę zgodności. I nowy system plików SFS2, który wreszcie ogarnia pliki większe niż 4 GB oraz partycje do 2 TB. Cztery giga to była ta granica, o którą każdy z nas kiedyś boleśnie się obił, próbując wrzucić większy obraz płyty albo spore archiwum. Teraz ściana znika.
W zestawie jadą też nowe narzędzia: DriveImager i MirrorBackup. Do tego odświeżony pulpit Ambient — serce codziennej pracy w tym systemie. Nie jest to fajerwerk, o którym rozpisze się prasa. Ale kto siedzi w Ambiencie po kilka godzin dziennie, ten każdą zmianę czuje pod palcami.
I rzecz, która ucieszy piszących kod: tego samego dnia wyszło SDK 3.20. W środku GCC 15.2.0 oraz Python 3.14.4 — wersje, których nie powstydziłby się żaden współczesny pecet. A to naprawdę nie jest oczywiste na platformie, którą pół świata spisało na straty dekadę temu.
Na deser rzecz najbardziej przyszłościowa: migracja bibliotek na 64-bitowe time_t. Po ludzku — daty po 2038 roku przestają być problemem. Ten słynny „problem roku 2038”, cyfrowy krewniak pluskwy milenijnej, właśnie został tu odhaczony. Miło, że ktoś w tym hobby myśli dalej niż do najbliższego party.
MorphOS jest od lat najbardziej niedocenianym zakątkiem amigowego świata i mówię to z pełną odpowiedzialnością. System śmiga na sprzęcie, który kupisz w serwisie ogłoszeniowym za kilkaset złotych, i robi rzeczy, o których na klasyku możemy sobie co najwyżej pomarzyć.
Mam do tej ekipy słabość, bo oni nie obiecują — oni wydają. Bez kampanii, bez odliczania, bez „już wkrótce” ciągnącego się trzy lata (patrzę w stronę pewnych sprzętowych zapowiedzi, wiecie których). Wchodzisz na stronę, jest nowa wersja, działa. Tak się to robi.
Jeżeli macie gdzieś w szafie zakurzonego PowerMaca G4 — to jest dokładnie ten weekend, żeby go odkopać. Sam jestem ciekaw, jak SFS2 poradzi sobie z archiwum, które nie mieściło się dotąd nigdzie.