A1200NG dostanie akcelerator o mocy blisko 2000 MIPS. Do tego AmiPrint
AmigaKit pochwalił się na targach ZZAP! Live planami na lato: upgrade akceleratora dla A1200NG i oprogramowanie do drukowania na współczesnych drukarkach.
Bo targi ZZAP! Live w Coventry to jedna z tych imprez, na które człowiek jedzie „na chwilę”, a wraca z torbą sprzętu i planami na pół roku. Około pięciuset odwiedzających — jak na retro zlot całkiem nieźle. AmigaKit rozłożył tam stoisko i pokazał A1200NG w akcji, a przy okazji zdradził, co szykuje na lato.
Najgorętsza zapowiedź to letni upgrade akceleratora o wydajności zbliżonej do 2000 MIPS. Przeczytajcie to jeszcze raz. Dwa tysiące MIPS w obudowie 1200. Dla porównania — to liga, o której klasyczne karty turbo mogły sobie co najwyżej pomarzyć, i to po kilku głębszych.
Kto pamięta, jak w latach 90. licytowaliśmy się na forach o każdy megaherc i każdy dodatkowy MIPS akceleratora, ten poczuje ten dziwny dreszcz. Wtedy różnica między kartami bywała jak między maluchem a nieco większym maluchem. A teraz mówimy o liczbie, która wtedy brzmiałaby jak wyjęta z kroniki science fiction.
Druga nowość jest z pozoru prozaiczna: AmiPrint, czyli drukowanie z Amigi na współczesnych drukarkach — sieciowych i lokalnych. Ziewnięcie? Tylko że kto kiedykolwiek próbował ożywić drukarkę z lat 90. podpiętą do klasyka, ten się nie uśmiecha. No właśnie. Kto przeszedł przez to piekło sterowników i kabli, ten wie, że to news większy, niż wygląda.
Przypomnę, z czym w ogóle mamy do czynienia, bo A1200NG to nie byle klon. Maszyna obsługuje prawdziwe stacje dyskietek 880K oraz 1.76MB i czyta 9-pinowe joysticki — te same, które leżą po szufladach u każdego z nas. To nie jest emulator udający sprzęt. To sprzęt, który dogaduje się z naszym starym żelastwem.
I rzecz ważna dla każdego, kto się waha: A1200NG nie jest mgławicową zapowiedzią. Sprzedaje się od grudnia 2024 w Europie, USA i Australii. Realny produkt, realnie do kupienia, od ponad roku. W naszym hobby to zdanie, którego nie da się powiedzieć o wielu rzeczach.
Wiem, że dla części z was ta cała emulacyjna „nowa klasyka” to nie jest prawdziwa Amiga i nigdy nią nie będzie. Rozumiem ten odruch, bo sam go mam — coś we mnie zgrzyta, gdy słyszę „Amiga” o czymś, co w środku ma zupełnie inny krzem. Ale.
Ale 2000 MIPS w obudowie 1200, z prawdziwą stacją dyskietek na froncie, to zabawka, obok której trudno mi przejść obojętnie. A konkurencja w postaci wiecznie przesuwanej TheA1200 sama sobie robi krzywdę — bo kiedy jedni dowożą sprzęt do sklepów, drudzy dowożą kolejne slajdy z nową datą premiery. Różnica robi się bolesna.
Pytanie do was, i to bez złośliwości: nowa klasyka to dla was ratunek dla hobby czy zdrada ideałów? Bo ja się w tym sporze szczerze miotam. A temat gorący jak zasilacz A1200 po godzinie grania.