Apollo odwraca decyzję: Vampire V2 jednak dostanie GOLD 2.18
Jesienią zespół Apollo ogłosił koniec wsparcia starszych Vampire'ów. Zima przyniosła zmianę zdania — i całkiem konkretny changelog.
Bo jesienią w obozie Vampire'ów zrobiło się nerwowo. Zespół Apollo ogłosił wtedy koniec wsparcia starszych kart, a właścicielom V2 — a jest ich w Europie naprawdę sporo — mocno podskoczyło ciśnienie. Zima przyniosła zwrot akcji. I to nie byle jaki, bo z konkretnym changelogiem w garści.
Nadchodzący core GOLD 2.18 dla kart z procesorem 68080 to solidna porcja nowości. 64-bitowe FPU o wyższej precyzji. 32 rejestry zmiennoprzecinkowe. Do tego sprzętowa instrukcja FINT. Każda z tych rzeczy z osobna to konkret, a nie marketingowy ozdobnik.
Jest też nowa instrukcja MOVI, która poprawia gęstość kodu — czyli programy zajmują mniej i chodzą sprawniej. Brzmi jak detal dla programistów i owszem, nim jest. Ale to właśnie z takich detali składa się realna różnica w tym, jak maszyna reaguje pod palcami.
Wydanie pójdzie w świat etapami. Najpierw dostaną je testerzy wewnętrzni, potem reszta świata. Model stary jak scena — ktoś musi oberwać pierwszymi błędami, żeby reszta miała spokój. Zawsze znajdzie się ochotnik, który lubi mieszkać na krawędzi.
Ale najciekawsze jest tło. Bo jeszcze w październiku Apollo zapowiadało porzucenie kart V2, co — powtórzę — sporej grupie ludzi popsuło humor na dłużej. Ta aktualizacja to oficjalne „jednak zostajemy”. Odwołanie własnej decyzji sprzed paru miesięcy. W tym światku to rzadszy widok, niż byście myśleli.
I dobrze, że tak się stało, bo tych kart siedzi w Amigach po całej Europie naprawdę dużo. Porzucenie ich oznaczałoby, że ludzie zostają z drogim krzemem, który z dnia na dzień przestaje dostawać poprawki. Nikt nie lubi kupować sprzętu, który producent kasuje w połowie życia. Pamiętamy takie numery z innych podwórek.
W wiecznej wojnie PiStorm kontra Vampire konsekwentnie nie staję po żadnej ze stron — mam pod ręką przedłużacz i w razie awantury mogę spokojnie uciec do drugiego pokoju. Obie ekipy robią świetne rzeczy i obie mają fanów gotowych bić się o to na forach do trzeciej w nocy. Znacie to.
Ale jedną rzecz doceniam ponad podziałami: producenta, który słucha użytkowników, zamiast zostawiać ich z porzuconym, drogim kawałkiem elektroniki. Zmiana zdania kosztuje dumę, a Apollo tę dumę przełknęło. Szacunek, niezależnie od tego, po której stronie okopu ktoś siedzi.
Oby ta lekcja przyjęła się szerzej, bo lista sprzętu porzuconego w pół drogi jest w naszym hobby długa jak taśma z dyskietkami. Kto siedzi na V2, może teraz zostać z nią spokojnie do końca — a że temat PiStorm kontra Vampire zapalny, lepiej trzymać od niego zapałki z daleka.