Dune II wraca na Amigę. Remaster robi ktoś z oryginalnej ekipy Westwood
Pięć dyskietek i wieczne „proszę włożyć dysk 3” — tak wyglądało Dune II w 1992. Robert Koon, który był przy oryginale, właśnie postanowił naprawić własne dziecko.
Bo Dune II pamiętam nie przez pryzmat Harkonnenów czy przyprawy, tylko przez dyskietki. Pięć sztuk. I napęd, który mielił je tak, że w bloku słychać było, kto akurat wysyła Devastatora na cudzą bazę. Oryginał z 1992 potrafił poprosić o wymianę dysku w środku bitwy — a bitwa czekać nie lubiła. Kto grał, ten wie, o czym mówię.
I właśnie w to celuje „Dune II: The Building of a Remaster”. To odświeżona wersja klasyka Westwood na Amigę, przygotowana z myślą o AGA i OCS. Za projektem stoi Robert Koon — a nazwisko nie jest przypadkowe. Koon należał do oryginalnego zespołu Dune II w Westwood. Czyli remake robi nie fan z zewnątrz, tylko człowiek, który przy tej grze siedział, gdy powstawała.
Pierwszy konkret, który rzuca się w oczy, to intro. Pełna sekwencja wprowadzająca z wersji DOS została przeniesiona na AGA. Do tej pory amigowe Dune II musiało się bez niej obchodzić — pecetowcy mieli swoje kino, my ekran tytułowy. Teraz to samo intro odpala się na naszym żelazie.
Drugi konkret jest jeszcze przyjemniejszy dla nadgarstków. Remaster uruchamia się z dwóch dyskietek. Dwóch — zamiast pięciu, które oryginał kazał przekładać w kółko. Kto pamięta, ile razy w kampanii Atrydów wstawało się od biurka tylko po to, żeby podać maszynie kolejny dysk, ten doceni tę liczbę bardziej niż jakąkolwiek nową teksturę.
Na tym plany się nie kończą. Autor zapowiada pełną ścieżkę dźwiękową. Szykuje też dedykowaną wersję pod AGA — pisaną pod ten chipset, a nie po prostu zgodną wstecz. Ma być płynniej. Ma być natywny PAL, czyli obraz dopasowany do naszych telewizorów, a nie ściśnięty NTSC, na który patrzyliśmy przez lata z lekkim grymasem. Każda z tych rzeczy z osobna to drobiazg. Razem — inna gra.
Ale mnie najbardziej bierze nie lista funkcji, tylko to, kto ją realizuje. Remake'ów naszych klasyków powstają dziesiątki i większość robią pasjonaci, którym należy się pomnik za sam zapał. Tu jednak siada do tego ktoś z oryginalnej ekipy. To zmienia ciężar gatunkowy. Bo jedno to poprawić cudzą grę, a co innego wrócić po trzydziestu latach do własnej i powiedzieć: teraz zrobię to tak, jak wtedy się nie dało.
Postępy prac autor pokazuje na swoim Patreonie. Nie ma tu jeszcze pudełka na półce ani daty w kalendarzu — jest robota w toku, pokazywana na bieżąco. I dobrze, bo takie projekty żyją dokładnie tak długo, jak długo ktoś im kibicuje.
Kto przeszedł Dune II wszystkimi trzema domami — i to na Amidze, mimo tych pięciu dyskietek — ten wie, że ten remaster jest dokładnie dla niego. Reszcie i tak warto sprawdzić, o co był cały ten szum w 1992.
Dune II ma z każdym, kto przy nim siedział, relację skomplikowaną. Bo to gra, która nauczyła całe pokolenie, czym jest strategia czasu rzeczywistego, zanim ktokolwiek w bloku wiedział, że taki gatunek w ogóle istnieje. I ta sama gra doprowadzała do białej gorączki tym napędem. Dyskietka numer 3 w niejednym pudełku chodziła tak często, że przestawała się czytać jako pierwsza z całej piątki.
Dlatego na ten remaster patrzę łakomie, ale i z rezerwą. Patreon to świetne miejsce, żeby pokazywać postępy, i marne, żeby cokolwiek obiecywać. Widziałem już projekty, które na filmikach wyglądały cudownie i zniknęły między jednym a drugim update'em. Kibicuję Koonowi mocno — właśnie dlatego wolałbym zobaczyć gotowe dwie dyskietki niż kolejny ładny render intra.
Bo Dune II na Amidze dzieli grających na dwie grupy. Jedni ciągnęli oryginał z tymi pięcioma dyskami i każdą prośbę o wymianę pamiętają do końca życia. Drudzy dorwali później wersję z twardziela i cała ta gimnastyka ich ominęła. To akurat ból, którego albo się nie zapomina, albo się go nigdy nie zaznało — a remaster na dwóch dyskietkach jest ukłonem w stronę pierwszych, choć drugim też nie zaszkodzi.