<< wróć do listy
NISZA DF0:ka-plus-29
Retro+01.02.2026news niszowy

K&A Plus #29: hack’n’slash na okładce, 82 strony kredy i kurs asemblera w komplecie

Papierowy magazyn o Commodore i Amidze w 2026 roku brzmi jak anachronizm — dopóki nie weźmie się numeru 29 do ręki.

Papierowy magazyn o ośmiobitowcach i Amidze, wydawany w 2026 roku, na kredowym papierze, w nakładzie liczonym w setkach. Na zdrowy rozum to nie ma prawa istnieć. A jednak istnieje, pachnie farbą drukarską i nazywa się Komoda & Amiga Plus, numer dwudziesty dziewiąty.

Zacznijmy od rzeczy, których ekran nie odda. Osiemdziesiąt dwie strony na kredzie, oprawa klejona (nie zszywki — klejona, jak porządny album), nakład około czterystu egzemplarzy. Cena: 35 złotych. Za tę kwotę dostajecie przedmiot, który za dwadzieścia lat będzie na aukcjach chodził drożej niż niejedna gra, którą recenzuje w środku.

Temat przewodni numeru to gry hack’n’slash na maszynach Commodore. I to nie jest suchy wywód, tylko wycieczka od Golden Axe aż po odwieczny pojedynek First Samurai kontra Second Samurai — spór, który na szkolnych korytarzach potrafił skłócić ludzi na miesiąc. Jedni obstawiali jedynkę, drudzy dwójkę — i nikt nie odpuszczał ani metra. No właśnie.

Poza tematem numeru jest mięso, i to sporo. Ponad pięćdziesiąt recenzji i zapowiedzi, a rozrzut platform robi wrażenie: VIC-20, C16, Plus/4, C64, Amiga, CD32. Czyli praktycznie cała rodzina Commodore, od maluchów po CD32, w jednym numerze, bez pomijania sprzętu, o którym reszta świata dawno zapomniała. Plus/4 dostaje miejsce w spisie treści w 2026 roku — powiedzcie to komuś spoza sceny i zobaczcie minę.

Jest i dział „Z innej beczki”, czyli wypad poza Commodore — tym razem w stronę Spectrum, CPC i MSX. Redakcja nie udaje, że konkurencja nie istniała, i dobrze robi. A na koniec rzecz, za którą osobiście płacę abonament czystym sentymentem: kolejna część kursu asemblera 6502. Bo powiedzcie mi, gdzie dziś, poza tym magazynem, ktoś na spokojnie, po polsku, prowadzi czytelnika za rękę przez 6502?

Do tego wszystkiego dochodzi cover disk, do kupienia osobno — jedenasta już kolekcja na C64. Jedenasta. To nie jest gadżet doklejony na jeden numer i zapomniany do następnego, tylko seria z historią, która sama w sobie jest małym archiwum sceny.

◆ ◆ ◆
Moje trzy grosze

Powiem rzecz, która dla części z was zabrzmi jak herezja: rytuał kartkowania takiego magazynu przy porannej kawie bije na głowę każdy agregator RSS, jaki dało się kiedykolwiek skonfigurować. Papieru nie trzeba doładowywać, nie wyskakuje na nim baner z ciasteczkami, nie gaśnie, gdy padnie wifi. Leży i czeka. I pachnie.

Ale w tych czterystu egzemplarzach nakładu siedzi druga, mniej wesoła myśl. To jest jednocześnie powód do dumy i memento. Takie inicjatywy żyją dokładnie tak długo, jak długo je kupujemy — ani jednego dnia dłużej. Nie ma tu funduszu ratunkowego ani inwestora, który dołoży „bo misja”. Jest redakcja, drukarnia i my.

Więc jeśli któryś z was jeszcze dumał, czy warto — to jest ten moment, żeby przestać dumać i zamówić. Trzydzieści pięć złotych to dziś dwa piwa na mieście albo jeden numer magazynu, który przetrwa was i wasze dyski twarde. Wiecie, co robić. A w sprawie First Samurai kontra Second Samurai swoją stronę mam od dawna i wcale się jej nie wstydzę.

#prasa#C64#magazyn