Sherwood na C64. Nowa platformówka od ekipy Musketeera
Griffonsoft, ekipa od Musketeera, szykuje na C64 Sherwood — zręcznościówkę, w której jako Robin Hood strzelasz z łuku po lesie. Dwa razy więcej ekranów niż w poprzedniej grze, ręcznie malowana grafika i pudełkowa edycja od Psytronika. Nowa gra. Stary sprzęt. I dobrze.
Bo scena C64 ma tę cudowną właściwość, że odmawia śmierci. Trzydzieści lat po tym, jak reszta świata odłożyła breadbina do piwnicy, ludzie wciąż piszą na niego nowe gry — i to nie byle odgrzewki, tylko produkcje, które w latach osiemdziesiątych trafiłyby na okładkę pisma. Sherwood jest właśnie z tej półki. Nowa gra. Stary sprzęt.
Za tytułem stoi studio Griffonsoft, znane z wcześniejszego Musketeera. Sherwood to zręcznościowa platformówka, w której wcielasz się w Robin Hooda i strzelasz z łuku, przemierzając las Sherwood. Motyw ograny w kulturze do cna, ale na C64 brzmi świeżo — bo akurat na tej maszynie łucznik z lasu to temat, którego jakoś nikt porządnie nie zamknął.
Względem Musketeera gra urosła. Ekranów jest jakieś dwa razy więcej, co na ośmiobitowcu nie jest błahostką — każdy ekran to pamięć, projekt i robota grafika. Twórcy chwalą się płynną animacją oraz precyzyjnym sterowaniem skokiem. I to drugie jest ważniejsze, niż się wydaje. Bo platformówka z niedokładnym skokiem to nie gra, tylko ćwiczenie z cierpliwości — a takich na C64 wyszło aż nadto.
Nazwiska w tym projekcie robią wrażenie. Grafikę ręcznie maluje Dennis Gustafsson. Za muzykę i kod odpowiada Ola Zandelin — jedna osoba do dwóch tak różnych rzemiosł, co na scenie zawsze budzi mój szacunek. Wydawcą fizycznym jest Psytronik Software, czyli firma, która od lat trzyma przy życiu rynek pudełkowych gier na ośmiobitowce. Jak widzę logo Psytronika, wiem, że pudełko będzie zrobione porządnie.
Sherwood ukaże się w dwóch postaciach. Będzie pudełkowa edycja kolekcjonerska — z tych, które stawia się na półce i zerka co jakiś czas z głupim uśmiechem. Będzie też cyfrowy download dla tych, którym półka już się nie domyka. I co istotne: gra jest zgodna z C64 Mini oraz Maxi, więc odpalisz ją nawet bez oryginalnego sprzętu. Kto ma tylko miniaturkę pod telewizorem, też załapie się na łuk.
I tu moja słabość wychodzi na wierzch. Pudełkowa edycja nowej gry na C64 w 2025 roku to dla mnie czysta radość, choć zdrowy rozsądek podpowiada, że cyfrowy plik zrobiłby dokładnie to samo za darmo. Ale nie o to chodzi. Chodzi o to fizyczne pudełko, o okładkę, o poczucie, że trzymasz w rękach coś, co mogłoby leżeć na sklepowej półce obok Turrican w 1990. Sentyment? Pewnie. Nie wypieram się.
Że taki tytuł w ogóle powstaje, mówi mi o kondycji sceny C64 więcej niż niejeden ranking sprzedaży. Bo tu nikt nie robi gier dla pieniędzy — na breadbinie milionów się nie zarobi. Robi się je z miłości do maszyny i z tej dziwnej satysfakcji, że dało się wycisnąć z 64 kilobajtów coś, czego w 1985 nikt by się nie spodziewał. Sherwood to kolejny dowód, że ten ogień nie gaśnie.
Musketeer miał jeden wyraźny zarzut — kończył się, zanim się rozkręcił. Jeśli Sherwood faktycznie ma dwa razy więcej ekranów, to akurat ta bolączka znika, a reszta rzemiosła u Griffonsoftu zawsze była na poziomie. Czekam z portfelem w pogotowiu.
Niszowe? Nowa platformówka na C64 z pudełkiem od Psytronika to definicja niszy. Ale to jest właśnie ta nisza, dla której trzymam ten serwis przy życiu, więc ani myślę przepraszać, że o niej piszę.
Pudełko czy cyfra z karty SD na realnym sprzęcie — odwieczny podział wśród zbieraczy. A przy takiej okładce nawet najtwardsze postanowienie o końcu kolekcjonowania pęka przy pierwszym lepszym kartonie. Sherwood pewnie nie będzie wyjątkiem.