Bo AROS to projekt, który dla jednych jest spełnieniem marzeń, a dla innych herezją. Przepisać AmigaOS od zera, na otwartej licencji, żeby chodził na zwykłym pececie — pomysł tyleż piękny, co dla części sceny obrazoburczy. Ja jestem w obozie „niech kwitnie”. A One to dystrybucja, która robi z surowego AROS-a coś, co się po prostu instaluje i działa.
AROS One 2.7 — w jakich postaciach dostajemy system
Wersja 2.7 to AROS ABIv0 na architekturę x86. Dostajesz ją na kilka sposobów. Jest obraz ISO na DVD. Jest obraz USB w formacie VHD, żeby postawić na pendrivie. Są gotowe maszyny dla VMware, VirtualBoksa i QEMU — czyli odpalasz w oknie na swoim pececie, bez ruszania sprzętu. I jest osobne archiwum aktualizacji dla tych, którzy siedzą na 2.6 i nie chcą stawiać wszystkiego od nowa.
Zaktualizowane biblioteki i ahci.device
Pod maską zaktualizowano biblioteki i sterowniki. Najbardziej praktyczna zmiana to ahci.device, który przyspiesza start systemu — a szybki boot to rzecz, której nikt nie docenia, dopóki nie odpala systemu po raz dziesiąty w ciągu wieczora. Doszły też rtl8139.device oraz pcnet32.device, czyli sterowniki sieciówek, które akurat najczęściej podstawiają wirtualne maszyny. Detal? Detal. Ale bez działającej sieci w VM zostajesz z systemem-wyspą.
Nowe aplikacje: OWB 2.1 i reszta
Z aplikacji doszło kilka nazwisk godnych uwagi. OWB 2.1 — czyli Origyn Web Browser, przeglądarka, której amigowy świat trzyma się kurczowo od lat. Python 3.3.7, więc da się pisać skrypty bez wynajdywania koła. I klon FastTrackera 2 w wersji 1.66 — tak, tego FastTrackera, na którym wychowała się pecetowa część demosceny. Odpalenie FT2 na AROS-ie ma w sobie coś przewrotnego.
Motywy Crystal i AROS One BlueWave
Do wyboru są nowe motywy — „Crystal” oraz „AROS One BlueWave”. Estetyka to rzecz gustu, ale przyznam, że lubię, kiedy system pozwala ubrać się po swojemu, zamiast narzucać jeden słuszny wygląd. Doszły też datatypy do M4A, MKV oraz WEBM. W praktyce oznacza to, że współczesne pliki audio i wideo odtworzysz systemowymi mechanizmami, a nie polując na egzotyczny odtwarzacz po archiwach.
I tu moja opinia, za którą pewnie oberwę. AROS na x86 jest dziś dla mnie ciekawszy niż na 68k, bo daje coś, czego klasyk nie da — pełną prędkość nowoczesnego sprzętu przy zachowaniu amigowego ducha. To nie zamiennik miggy stojącej na biurku. To osobne zwierzę, które pozwala mieć amigowatość w oknie na pececie, gdy akurat nie chce ci się grzać CRT.
„Najstabilniejsza wersja w historii” to hasło, które słyszałem już przy niejednym wydaniu, nierzadko na wyrost. Traktuję je z życzliwą rezerwą. Ale akurat w tym projekcie stabilność faktycznie rośnie z wersji na wersję, więc tym razem jestem skłonny uwierzyć na kredyt. Sprawdzę na własnej maszynie i dam znać, czy coś się wywala.
Postawienie 2.7 w VirtualBoksie to robota na dziesięć minut, a potem łatwo zejść na pół wieczora klikania po Workbenchu z głupim uśmiechem. Nie dlatego, że robi się coś produktywnego — po prostu miło zobaczyć znajome okienka śmigające z prędkością, o jakiej A1200 nie śniło.
Niszowe to jest maksymalnie. AROS ABIv0 na x86 to temat dla garstki ludzi, którzy wiedzą, czym różni się od ABIv1 i dlaczego to w ogóle ma znaczenie. Ale garstka to nadal ludzie, i akurat ci czytają takie serwisy jak nasz.
Ktoś z was jedzie na AROS One na co dzień? Bo ja wciąż traktuję to jak weekendową zabawę, a chętnie dam się przekonać, że da się na tym normalnie pracować.