BOOTBLOCK ROM 40.1 · · zero reklam · RSS · o serwisie
DF0: / Wspominki / felieton-casio-g-shock-dw-5000c-pierwszy
SERIA: WSPOMINKI · Wspominki · 25.01.2025

G-Shock DW-5000C. Ibe rozbił zegarek ojca i zbudował coś, co nie chce się zepsuć

Historia pierwszego G-Shocka zaczyna się od stłuczonego zegarka i gumowej piłki na placu zabaw. Kończy na ponad stu milionach sztuk. Pomiędzy było przeszło dwieście prototypów i jeden uparty inżynier.

autor: Maxczytanie: 9 minpublikacja: 25.01.2025

Zaczęło się od porażki. Kikuo Ibe, inżynier Casio, dostał od ojca zegarek i go rozbił — upuścił, szkło w drobny mak. Koniec pamiątki. Większość ludzi kupiłaby nowy i zapomniała. Ibe się wkurzył. Bo pomyślał, że zegarek, który tłucze się od jednego upadku, to konstrukcyjna kapitulacja, i postanowił zbudować taki, którego nie da się zabić. Tak, z czystej złości. Najlepsze rzeczy często stąd się biorą.

„Triple 10”, czyli cel postawiony przez Ibego

Postawił sobie cel, który nazwał „triple 10”. Zegarek miał przetrwać upadek z dziesięciu metrów. Miał wytrzymać ciśnienie dziesięciu barów. I miał chodzić na jednej baterii przez dziesięć lat. Trzy dychy, trzy niemożliwości — jak na 1983 rok. Ibe zabrał się do roboty i zbudował ponad dwieście prototypów. Dwieście. Każdy spadał i się tłukł, każdy wracał na biurko jako lekcja, czego jeszcze nie wiadomo.

Przełom przyszedł na placu zabaw

I tu jest mój ulubiony szczegół całej tej historii. Przełomu nie było w laboratorium ani nad rysunkiem technicznym. Był na placu zabaw. Ibe zobaczył dziecko odbijające gumową piłkę i olśniło go — w środku piłki, w tym pustym gumowym wnętrzu, moduł byłby bezpieczny, bo pływałby w miękkim, zamiast siedzieć sztywno w kopercie. Stąd „pływający moduł” zawieszony w piance. Cała filozofia G-Shocka wzięła się z gapienia na piłkę na podwórku. Kto by pomyślał.

DW-5000C — premiera w 1983 roku

Efekt trafił do sprzedaży w kwietniu 1983 jako DW-5000C, w pełnym oznaczeniu DW-5000C-1B, na module numer 240. Wodoszczelność 200 metrów. Deklarowane dziesięć lat na baterii. Cena na premierę — jakieś 50 dolarów. Za tyle dostawałeś zegarek, który miał prawo przeżyć ciebie. To był ten kanciasty kwadrat, „square”, od którego wszystko się zaczęło.

DW-5600 i wzorzec, do którego wszyscy wracają

Cztery lata później, w 1987, wyszedł DW-5600 i to on stał się wzorcem, do którego wszyscy wracają. Bo pierwszy model wytyczył kierunek, ale to on ustawił kanon kształtu, sprzedawany do dziś w tysiącach wariantów. Kto pamięta pierwszego G-Shocka na ręce kolegi z podwórka, ten wie, że ten kwadrat wyglądał jak sprzęt wojskowy między delikatnymi, cieniutkimi zegareczkami tamtych czasów. Był brzydki. Był ciężki. Był fantastyczny.

Reklama z krążkiem hokejowym

W Stanach zrobili mu reklamę, która przeszła do legendy. Krążek hokejowy uderzający w zegarek — łup, prosto w tarczę, a zegarek chodzi dalej. Było to tak nieprawdopodobne, że posypały się oskarżenia o oszustwo, że to ustawka, że tam nie ma prawdziwego zegarka. Casio odpowiedziało testami. Zarzuty obalono. Zegarek naprawdę to wytrzymywał, a darmowy rozgłos z afery był wart więcej niż niejedna kampania. Bo nic tak nie sprzedaje, jak ktoś, kto krzyczy „to niemożliwe”, a potem dostaje dowód prosto w twarz.

Cała linia G-Shock przekroczyła sto milionów sztuk. Sto milionów. Od jednego stłuczonego zegarka ojca i jednej piłki na placu zabaw do liczby, której większość marek nigdy nawet nie zobaczy na horyzoncie. I to nie jest sprzęt niszowy — to najzwyklejszy, najbardziej egalitarny zegarek świata, który równie dobrze siedzi na ręce komandosa, co licealisty, który dostał go na urodziny. Casio ma w katalogu drugi taki wynik — plastikowy F-91W za dwie dychy — tyle że tamten dobił do stu milionów ceną, nie pancerzem.

DW-5000R, czyli wierna rekreacja z 2024

W listopadzie 2024 Casio wypuściło wierną rekreację oryginału — DW-5000R. Nie „inspirowaną”, tylko wierną. I tu mam zdanie, może niepopularne. Uważam, że to najuczciwszy rodzaj nostalgii, jaki istnieje. Bo firma nie próbuje ci wcisnąć, że oto coś ulepszyła — mówi wprost, że oryginał był tak dobry, że wystarczy go odtworzyć. Wolę taki ruch od dziesięciu „nowoczesnych reinterpretacji”, które psują to, co działało od 1983 roku. Firma ćwiczyła zresztą ten ruch już wcześniej, wskrzeszając w 2011 roku linię Databank.

No i pytanie, na które naprawdę chcę znać odpowiedź. Ilu z was ma jeszcze pierwszego G-Shocka — nie kolejnego, nie nowego, tylko tego pierwszego, który przeszedł przez wf, budowę, wojsko albo pierwszą pracę i nadal chodzi? Bo takich egzemplarzy krąży zaskakująco dużo: pasek dawno pękł, obudowa w rysach, a tarcza pokazuje czas co do sekundy. Pasek pękał. Zegarek nie.

◆ ◆ ◆
Moje trzy grosze

Mam do G-Shocka stosunek, jakiego nie mam do żadnego innego zegarka — czegoś, co nie udaje. On nie jest elegancki i nawet nie próbuje. Jest jak młotek: brzydki, ciężki, robi swoje i przeżyje remont. Ibe chciał zbudować zegarek, którego nie da się zepsuć upadkiem, i po przeszło dwustu prototypach dopiął swego. Szanuję upór bardziej niż talent, bo talent bez uporu kończy na jednym nieudanym prototypie i rezygnacji.

Zastanawiam się nad jednym i zostawiam wam to na koniec. Ile dzisiejszych „inteligentnych” zegarków przetrwa czterdzieści lat i doczeka się wiernej rekreacji na okrągłą rocznicę? Stawiam, że garstka, jeśli w ogóle. Bo bateria pada po dwóch dniach, a wsparcie po dwóch latach. G-Shock chodził na jednej baterii przez dekadę i chodzi do dziś. Kto z was zamieniłby smartwatcha z powrotem na coś, co po prostu działa i nie prosi o ładowarkę co wieczór? Coś mi mówi, że kwadrat wygrałby ten pojedynek w cyklu bez jednego ładowania.

EOF / 9 MIN READBOOTBLOCK:/wspominki/felieton-casio-g-shock-d
<< Ami Robbo 2 w pudełku od K&A Plus. Robbo…Nelsonic Game Watch. Grałeś w Mario na z… >>

Komentarze

Czytają wszyscy. Żeby dodać komentarz, zaloguj się — GitHub, Google albo e-mail.