<< wróć do listy
NISZA DF0:felieton-nelsonic-
Inne30.03.2025news niszowy

Nelsonic Game Watch. Grałeś w Mario na zegarku i wmawiałeś sobie, że to ta sama gra

Zanim smartwatch nauczył się liczyć kroki, Nelsonic wsadził na nadgarstek Pac-Mana i Mario. Grafika była umowna, instrukcje bywały zmyślone, a i tak chciałeś to mieć. Ja chciałem.

Kto pamięta ten moment na przerwie, kiedy kolega podwijał rękaw i pokazywał, że na jego zegarku da się grać w Mario? Nie na Game Boyu, nie na pegazusie w domu — na zegarku, tu i teraz, na nadgarstku. To był Nelsonic Game Watch i robił coś, co w latach osiemdziesiątych graniczyło z czarami. Wsadzał gry wideo do zegarka z ekranem LCD. Umowne, płaskie, siermiężne — ale gry.

Firma nazywała się Nelsonic Industries i zaczęła kombinować z tym pomysłem mniej więcej od 1982 roku. Pierwszym głośnym strzałem był Pac-Man Game Watch, gdzieś około tego samego 1982, na licencji Bally/Midway. Był nawet wariant z joystickiem — malutką gałką na kopercie zegarka, którą przesuwałeś żółtą kropkę po labiryncie. Całość opatrzono amerykańskim patentem numer 4 395 134. Tak, ktoś to opatentował. Joystick na zegarku to była własność intelektualna.

Prawdziwa petarda przyszła w 1989, kiedy Nelsonic dorwał licencję Nintendo. I posypało się. Super Mario Bros. w 1989. SMB3 w 1990. Super Mario World w 1991. Donkey Kong w 1994. Do tego Zelda i Tetris. Cały panteon Nintendo na nadgarstku, w czasach, gdy posiadanie czegokolwiek z wąsatym hydraulikiem było walutą na szkolnym korytarzu. Miałeś Mario na ręce — byłeś kimś.

Tyle że sami rozumiecie, jak wyglądało Mario na segmentowym LCD. Rozgrywka była uproszczona do granic — zamiast płynnej animacji miałeś kilka pozycji, w których postać się pojawiała i znikała, a wyobraźnia dorabiała resztę. Ale najlepszy jest inny szczegół. Instrukcje bywały po prostu błędne. W jednej z nich Bowser, którego zna każde dziecko, występował jako „Koopa's Dragon”. Ktoś w Nelsonicu najwyraźniej nie odrobił lekcji z uniwersum Nintendo i wpisał, co mu pasowało. Do dziś się z tego śmieję.

Do Europy to wszystko trafiało z pewnym opóźnieniem i przez pośrednika. Dystrybucją zajmował się brytyjski Zeon, mniej więcej od końca 1992 roku. Czyli zanim któryś z tych zegarków dojechał nad Wisłę w wersji „legalnie i w pudełku”, Game Boy był już na rynku od paru lat. I to jest ważny kontekst, bo Nelsonic nie działał w próżni.

Bo gaming na nadgarstku szedł równolegle do Game Boya, który wyszedł w tym samym 1989 roku, kiedy Nelsonic brał licencję Nintendo. I to był absurdalny pojedynek. Game Boy — prawdziwa konsola z wymiennymi kartridżami, na której grało się w to samo Mario w wersji, która faktycznie wyglądała jak Mario. A zegarek? Na nim Mario był bardziej ideą Maria niż Mariem. Nie ma co udawać, kto wygrał tę bitwę.

I tu wchodzi moja opinia, może niesprawiedliwa. Uważam, że Nelsonic Game Watch był lepszą zabawką niż grą — i to jest komplement. Bo nikt tak naprawdę nie siadał na godziny, żeby przejść Super Mario World na zegarku. To było niemożliwe i chyba nie o to chodziło. Chodziło o to, żeby mieć grę zawsze przy sobie, na ręce, gotową na każdą nudną lekcję. To był pierwszy mobilny gaming w najbardziej dosłownym sensie — przypięty do ciebie. I za to mu wybaczam każdą umowną klatkę animacji.

No i pytanie, które nurtuje od lat. Czy ktokolwiek faktycznie PRZESZEDŁ którąkolwiek z tych gier na zegarku? Nie „pograł chwilę”, tylko doszedł do końca, jeśli ten koniec w ogóle istniał? Bo przy Mario zwykle polegało się gdzieś, gdzie ekran zamieniał się w migającą kaszę segmentów i nie było już wiadomo, czy się skacze, czy umiera. Instrukcja nie pomagała. Może dlatego, że pisał ją ktoś, kto Bowsera nazywał smokiem Koopy.

◆ ◆ ◆
Moje trzy grosze

Mam czułość do sprzętu, który obiecywał więcej, niż potrafił dowieźć — a Nelsonic jest tego mistrzem. Bo on sprzedawał marzenie: całe Nintendo na nadgarstku. Dowoził umowną migającą plamkę, do której trzeba było dorobić resztę głową. I wiecie co? To działało, bo w dzieciństwie wyobraźnia robiła za procesor graficzny. Dziś zegarek renderuje fotorealistyczne tarcze, a nikt się nie cieszy tak, jak my cieszyliśmy się kilkoma segmentami układającymi się w coś, co MOGŁO być Mariem.

Zostaje pytanie, którego sam nie umiem rozstrzygnąć. Co było lepszą pamiątką z tamtej epoki — Game Boy, który robił wszystko porządnie, czy zegarek, który robił wszystko na pół gwizdka, ale nosiło się go na ręce jak trofeum? Stawiam, że wielu z nas ma sentyment do tego gorszego. Bo Game Boy był narzędziem, a Game Watch był magią, w którą trzeba było trochę uwierzyć. I ten „Koopa's Dragon” z błędnej instrukcji pamięta się dłużej niż niejedno prawdziwe przejście.

#Nelsonic#Game Watch#Nintendo#Mario#gry