BOOTBLOCK ROM 40.1 · · zero reklam · RSS · o serwisie
DF0: / Retro+ / trwalosc-dyskietek-5-25-cala
Retro+ · 29.08.2026

Dyskietka z 1987 wciąż się czyta. Fizyka jest po stronie starego sprzętu

Producenci dawali tym krążkom trzy do pięciu lat życia. Minęło trzydzieści dziewięć, pudło zjechało ze strychu, stacja zaskoczyła — i okazuje się, że to nie przypadek, tylko arytmetyka gęstości zapisu.

autor: Maxczytanie: 8 minpublikacja: 29.08.2026
df0:trwalosc-dyskietekgrafika 300×170
Dyskietka z 1987 wciąż się czyta. Fizyka jest po stronie starego sprzętu

Retrobajtel zapowiedział na Facebooku odcinek, w którym schodzi ze strychu pudło ze starymi dyskietkami 5,25 cala, i przy okazji datuje tamte zakupy tak, jak datuje się je w tym hobby: premierą gry. Defender of the Crown wyszedł na C64 w 1987 roku — Cinemaware wypuściło go rok wcześniej na Amigę, port na komodorka przyszedł po roku. Od tamtej pory minęło trzydzieści dziewięć lat, a te krążki nadal ktoś wkłada do stacji i coś z nich czyta.

Producenci dyskietek deklarowali wtedy trwałość na poziomie trzech do pięciu lat. Ostrożniejsi mówili o dziesięciu, może dwudziestu. Dla 3,5 cala krążył szacunek „dziesięć lat, o ile obchodzisz się z nimi jak należy” — a one czytają się dalej, przy czym nikt się z nimi jak należy nie obchodził.

Kilkanaście dyskietek pięciocalowych w papierowych kopertach, ułożonych w wachlarz
Papierowa koperta, brak ruchomej zasuwki, odręczna naklejka po trzech właścicielach. Fot. Piotr Doroszewski, Wikimedia Commons (CC BY-SA 4.0).

Dlaczego stare dyskietki wciąż się czytają

Bit na dyskietce to plamka namagnesowanego tlenku żelaza na poliestrowym krążku. Nie jest cyfrowy — jest jak najbardziej analogowy i tylko udaje zero-jedynkowy. Głowica łapie zmianę kierunku namagnesowania, elektronika decyduje, czy sygnał jest jeszcze dość wyraźny, żeby uznać go za jedynkę. Im większa plamka, tym więcej z niej może się rozjechać, zanim ta decyzja wyjdzie źle.

I tu wchodzą liczby. Dyskietka 5,25 cala o podwójnej gęstości, ta z 1541: 48 ścieżek na cal, 5876 bitów na cal wzdłuż ścieżki. Amigowa 880 KB: 135 ścieżek na cal i 8717 bitów. Pecetowa 1,44 MB: te same 135 ścieżek, ale 17 434 bity na cal.

Przelicz to na powierzchnię przypadającą na jeden bit i wychodzi, że bit z dyskietki do C64 jest 8,3 raza większy od bitu z pecetowej 1,44 MB i 4,2 raza większy od bitu z mojej amigowej. Ta sama plamka rdzy, ten sam ślad po palcu, to samo miejsce, w którym spoiwo puściło — na gęściej zapisanym nośniku zabiera wielokrotnie większy kawałek zapisu. Stary format nie jest lepiej zrobiony. On po prostu marnuje miejsce, a marnotrawstwo okazało się zapasem bezpieczeństwa.

Rozebrana dyskietka 5,25 cala: koperta rozcięta, widoczny brązowy krążek nośnika pokryty tlenkiem żelaza
Cały nośnik: krążek poliestru z warstwą tlenku, trzymaną przez spoiwo, które nie znosi wilgoci. Fot. Wikimedia Commons (domena publiczna).

Jest druga strona tej monety. Koercja, czyli opór materiału przed przemagnesowaniem, wynosi na dyskietce 5,25 DD 300 oerstedów, a na amigowej 3,5 cala — 665. Ta starsza jest więc łatwiejsza do skasowania przypadkowym polem: głośnikiem, zasilaczem, czymkolwiek. Duży bit chroni przed powolnym rozpadem nośnika, nie przed magnesem. To dwa różne sposoby umierania i tylko na jeden z nich stare dyskietki mają odporność.

To samo prawo rządzi płytami CD

Biblioteka Kongresu bada trwałość nośników optycznych od 1996 roku i jej wyniki są mniej pocieszające, niż podpowiada intuicja. W badaniu naturalnego starzenia wzięto 125 płyt CD z własnych zbiorów, wszystkie w obiegu od co najmniej roku. Testy ruszyły w 1996 i powtarzano je w 2000, 2002, 2005 i 2010. Przez pierwsze sześć lat jakość praktycznie nie drgnęła — z tym że 4% płyt osiągnęło w tym czasie definicję końca życia według normy ISO, czyli przekroczyło 220 błędów blokowych na sekundę. Płyty, które startowały z błędami przy samej granicy, degradowały się szybciej.

Drugie badanie było brutalniejsze: 160 płyt w komorze klimatycznej, cztery cykle wygrzewania. Po przeliczeniu wyników na normalne warunki, 25 stopni i 50% wilgotności, tylko mniej więcej 30% płyt wyszło z policzoną żywotnością powyżej stu lat. Sami autorzy zaznaczają, że przyspieszone starzenie nie jest metodą prognostyczną, bo nikt nie wykazał, że komora naprawdę naśladuje upływ czasu. Ale rozrzut robi wrażenie.

Najciekawsze jest uzasadnienie, dlaczego CD-R wypadły w tych testach stabilniej niż nagrywalne DVD. Pit na płycie CD ma co najmniej 0,5 mikrometra, na DVD — 0,35. Ten sam defekt materiału zabiera więc na CD mniejszy ułamek zapisanych danych niż na ciaśniej upakowanej powierzchni DVD. Przeczytałem to zdanie dwa razy, bo to dokładnie ta sama zasada co przy dyskietkach, tylko wyrażona w mikrometrach zamiast w bitach na cal.

Dwa różne materiały, dwie różne fizyki, ten sam wniosek: gęściej upakowany zapis gorzej znosi uszkodzenie nośnika, bo ten sam defekt niszczy proporcjonalnie większą porcję danych.

Co naprawdę zabija dyskietkę

Nie czas, tylko warunki. Wilgoć dobiera się do spoiwa trzymającego cząstki tlenku na podłożu — spoiwo albo mięknie i zaczyna kleić, albo kruszeje i puszcza. Wysoka temperatura wypacza i kurczy krążek na tyle, że ścieżki przestają się zgadzać z tym, gdzie głowica ich szuka.

Co jest o tyle zabawne, że strych to żadne archiwum. Latem potrafi się porządnie nagrzać, zimą wychłodzić, a wilgotność robi tam, co chce. To, że te dyskietki wyszły z niego czytelne, mówi raczej o zapasie wbudowanym w format niż o warunkach przechowywania.

Nad tym samym problemem od innej strony pochylili się w Cambridge. Leontien Talboom z tamtejszych bibliotek i archiwów poprowadziła projekt Future Nostalgia, zamknięty w styczniu 2026, i jego wniosek nie dotyczy wcale chemii. Rozpadający się tlenek to kłopot policzalny. Gorsze jest to, że odchodzą ludzie, którzy te napędy projektowali, a wiedzy, jak one naprawdę działają, nikt nigdy w całości nie spisał.

Dlaczego stacja 1541 kopiowała tak wolno

Skoro już przy 1541 jesteśmy — narzekanie, że nie nadążała z kopiowaniem, nie jest przesadą ani nostalgicznym wyolbrzymieniem. Stacja wyciągała 512 bajtów na sekundę. Atari 810 robiło tysiąc, napęd Apple'a piętnaście tysięcy, czyli blisko trzydzieści razy więcej.

Powód jest jednym z najlepszych bugów w historii tej firmy. Konstruktorzy planowali oprzeć transmisję na sprzętowym rejestrze przesuwnym w układzie MOS 6522 VIA, ten rejestr okazał się wadliwy, więc obsługę magistrali przepisano na software — i zapłacono za to pięciokrotnym spowolnieniem. Przy 512 bajtach na sekundę odczytanie zapełnionej dyskietki, czyli 170 kilobajtów na 35 ścieżkach, zajmuje jakieś pięć minut i czterdzieści sekund. Samo czytanie. Zapis do drugiej dyskietki dochodzi osobno.

Fast loadery, omijające procedury z ROM-u, podciągały to do 2,5 kilobajta na sekundę. Stąd ich pozycja w tamtej kulturze: to nie był dodatek dla entuzjastów, tylko warunek, żeby wieczór wystarczył na skopiowanie listy z giełdowego katalogu. Sama 1541 kosztowała w 1982 roku 399 dolarów i utrzymała się w produkcji do 1993.

Stacja dysków Commodore 1541 w kremowej obudowie, widok z przodu
Commodore 1541: 170 KB na dyskietce, 512 bajtów na sekundę i klapka, którą pamięta każdy, kto czekał. Fot. Evan-Amos, Wikimedia Commons (domena publiczna).

Zestawmy to na koniec uczciwie. Biblioteka Kongresu ma komorę klimatyczną, normę ISO, budżet i pomiary ciągnące się od lat dziewięćdziesiątych, a po tym wszystkim ostrożnie stawia granicę stu lat przy niespełna jednej trzeciej badanej próbki. Pudło na strychu nie ma nic z tych rzeczy — ani stałej temperatury, ani wilgotności, ani protokołu. I wczytuje dyskietkę z 1987 roku.

Nie zamierzam z tego robić morału o wyższości starego nad nowym, bo rzeczy kupione cyfrowo umierają z zupełnie innych powodów niż chemia spoiwa. Ale mam w domu pudełko dyskietek z giełdy, którym nikt nie dawał pięciu lat, i przyznaję, że sięgam po nie z większą pewnością niż po niejeden nośnik młodszy o dwie dekady.

EOF / 8 MIN READBOOTBLOCK:/retro/trwalosc-dyskietek-5-25-
<< Szlakiem giełd komputerowych po Katowica…„Gry czy użytki?” Pytanie z giełdy, na k… >>

Komentarze

Czytają wszyscy. Żeby dodać komentarz, zaloguj się — GitHub, Google albo e-mail.