Kwadratowa podstawa, chromowana kula u góry, dwa przyciski wystające po bokach obudowy. Tego kształtu nie pamięta się oczami, tylko dłonią. Commodore International otworzyło właśnie przedsprzedaż nowego TAC-2, a pierwsze sztuki mają ruszyć do zamawiających 20 października.
Cena bazowa to 49,99 dolarów. Wersji jest pięć: BASIC Beige, C= White, Knight Black, Starlight Edition z podświetlanymi przyciskami i Gold Founders Edition ze złotą powłoką PVD i złotą kulą, za 64 dolary. Złącze zostało dziewięciopinowe, zgodne ze standardem Atari, więc drążek wpina się w C64, w ósemki Atari, w ST-kę i w Amigę. Bez sterowników, bez mapowania przycisków, bez parowania czegokolwiek z czymkolwiek. Producent robi z tego hasło reklamowe, choć w 1983 nie było to zaletą, tylko oczywistością.

Nowy TAC-2 kontra oryginalny Suncom. Co się zmieniło
Jedna rzecz, za to akurat ta właściwa: trzon jest teraz ze stali. W oryginale jego rolę pełnił zawór TR-418 — ten sam element, który siedzi w bezdętkowej oponie samochodowej — wsunięty w chromowaną tuleję. Suncom kupował gotowy kawałek motoryzacji, dokręcał do niego kulę i sprzedawał jako joystick. Właśnie dlatego urwana kula była dramatem: gwint na zaworze ma niestandardowy skok, więc naprawa kończyła się u kogoś z tokarką.
Kabel urósł o 20 centymetrów, do dwóch metrów, a całość ma wytrzymać trzy miliony ruchów — tyle deklaruje producent. Poza tym mechanizmu nie ruszono i dobrze. Mikroswitchy TAC-2 nie miał: metalowa kulka u dołu trzonu zwiera styki dookoła siebie i tyle, żadnej elektroniki po drodze. Stąd ten cichy chód, który dzielił scenę na dwa obozy. Kto lubił klekot Competition Pro, kręcił na TAC-2 nosem. Kto tego klekotu nie znosił, kupował TAC-2 i miał spokój.
U mnie w domu drążek miał zresztą lżejsze życie niż spacja, bo przy Wormsach jedna klawiatura krążyła między czterema osobami i każdy czekał na swoją turę. Ale swoje przechodził. Awarie zawsze te same: korozja na stykach i pod przyciskami, do zdjęcia izopropanolem.

Ile naprawdę kosztuje TAC-2 z wysyłką do Europy
I tu robi się nieprzyjemnie. Time Extension przeszło przez koszyk i wyszły im kwoty od 82 do 99 dolarów, już z podatkiem i przesyłką. Pod tekstem jeden z czytelników rzuca liczbą 82,79 dolarów „za dostawę do Wielkiej Brytanii" — czy to sama przesyłka, czy rachunek końcowy, z tego zdania nie wynika. Za to wyceny, które ludzie wykładają na Lemon64, są jednoznaczne: 24 dolary do Stanów, 17 do Nowej Zelandii, 19 do Danii, około 80 euro z VAT-em w Austrii, jakieś 83 dolary w Holandii.
Skąd takie stawki, nie wiadomo. Forum obstawia wysyłkę prosto z Chin albo przez europejski magazyn — tak jak przy C64 Ultimate, który jechał do zamawiających z Niemiec, ale wcześniej wyleciał z fabryki w Chinach. Polskiego rachunku nigdzie jeszcze nie widziałem. Po austriackim i holenderskim spodziewam się jednak tego samego układu: pięćdziesiąt dolarów za joystick i drugie tyle za to, żeby przyjechał.
Czy to drogo, zależy od punktu odniesienia. TechTimes liczy, że sprawny oryginał na rynku wtórnym chodzi po sto dolarów i więcej — przy takiej kotwicy nowa sztuka ze stalowym trzonem broni się nawet z przesyłką. Na Lemon64 pada natomiast argument, którego bym nie zbywał: reedycja Atari CX40 ma DB9 i USB naraz, więc ten sam drążek wpina się i do ośki, i do peceta z emulatorem. TAC-2 dostaje wyłącznie dziewięć pinów, a o adapterze albo wersji USB w materiałach producenta nie ma ani słowa.
Reedycji starego sprzętu przybywa w tempie, którego trzy lata temu bym nie obstawiał. TheA1200 wchodzi do produkcji, C64 wrócił jako Ultimate, teraz joystick. Z tą różnicą, że w tamtych pudełkach siedzi ARM z emulatorem, a TAC-2 to kawałek blachy, plastiku i dwóch styków. Nie da się go zrobić „lepiej" w sensie technicznym. Da się go zrobić dokładnie tak samo albo gorzej.
Ciekawi mnie przy tym jedno i akurat tego w żadnej specyfikacji nie ma. W egzemplarzach składanych w Stanach pod trzonem siedziała gęsta, czarna guma i to ona dawała opór, o którym ludzie do dziś piszą peany. W tańszych wersjach z Chin guma była miękka i szara, a drążek chodził luźno. Stal stalą, trzy miliony ruchów trzema milionami — o tym, co trafi pod trzon nowego TAC-2, nie napisali nic. Sam jestem ciekaw, czy ktoś to sprawdzi, zanim pójdą pierwsze paczki.
