
„Gry czy użytki?” Pytanie z giełdy, na które odpowiadałem źle
Handlarz miał na stole dwa pudełka i jedno pytanie. Odpowiadałem „gry”, zawsze, bez zastanowienia — a wszystko, co naprawdę zostało mi z Amigi, wyjąłem z tej drugiej kupki.
Seria o urządzeniach, które kiedyś wyglądały jak fragment przyszłości: zegarkach LCD i LED, kalkulatorach na rękę, komputerach naręcznych oraz innych elektronicznych osobliwościach. Historia, parametry i kulturowy bagaż — z osobistym komentarzem na końcu.

Handlarz miał na stole dwa pudełka i jedno pytanie. Odpowiadałem „gry”, zawsze, bez zastanowienia — a wszystko, co naprawdę zostało mi z Amigi, wyjąłem z tej drugiej kupki.

W miejscu, gdzie dziś parkują widzowie kina, przez ładnych parę lat co niedzielę handlowano Amigami, dyskietkami i wszystkim, co dało się podpiąć do telewizora. Retrobajtel wsiadł na rower i wyciąga z niepamięci katowickie giełdy — a mnie przy okazji odpalił własne wspomnienia.

Ktoś podrzucił mi motyw z menu Lotusa III i tyle było z planów na wieczór. Trzydzieści cztery lata po premierze ten kawałek robi dokładnie to, co w 1992 — nie daje się wyłączyć po jednym przesłuchaniu.

Amiga nauczyła mnie, że każdy sprzęt da się przekonać do czegoś, czego nie ma w instrukcji. Dekadę później przekonywałem HTC na Windows Mobile: własnoręcznie ugotowany ROM, klawiatura pod kciuki i emulator Amigi, który wstawał w kieszeni kurtki.
Nowy dział na BootBlocku — INNE, czyli miejsce na moje drugie hobby: retro cyfry na nadgarstku. Na pierwszy ogień żelazny kandydat, plastikowy nieśmiertelnik za dwie dychy.
Zegarek z klawiaturą kalkulatora to była w podstawówce oznaka, że ktoś ma w domu komputer. Albo bardzo chce, żeby tak myślano.
Zanim był Bluetooth, zanim był kabelek, był monitor kineskopowy migający paskami światła prosto w tarczę zegarka. I to nie żart — to certyfikowana przez NASA technologia.
Zegarek z klawiaturą QWERTY, interpreterem BASIC-a i drukarką. W 1984. Kiedy Apple dopiero co pokazał pierwszego Macintosha, Seiko wsadzało komputer na nadgarstek.
Ośmiokątna tarcza, mapa świata i przydomek, który brzmi jak z filmu o 007. Problem w tym, że w żadnym filmie o Bondzie ten zegarek nie wystąpił. A i tak został kultowym bestsellerem — trochę dzięki temu kłamstwu.
Sto pięćdziesiąt kontaktów, pełna klawiatura i kalkulator — na ręce, w 1996 roku. Databank był palmtopem dla ludzi, którzy palmtopa nie mieli. I znakiem rozpoznawczym nerda z dobrego domu.
Zanim smartwatch nauczył się liczyć kroki, Nelsonic wsadził na nadgarstek Pac-Mana i Mario. Grafika była umowna, instrukcje bywały zmyślone, a i tak chciałeś to mieć. Ja chciałem.
Historia pierwszego G-Shocka zaczyna się od stłuczonego zegarka i gumowej piłki na placu zabaw. Kończy na ponad stu milionach sztuk. Pomiędzy było przeszło dwieście prototypów i jeden uparty inżynier.
W 1982 Seiko wsadziło telewizor do zegarka i trafiło do Księgi Guinnessa. Drobny haczyk: żeby cokolwiek zobaczyć, musiałeś nosić przy pasku drugie urządzenie wielkości walkmana. Bond dał radę.
Pół wieku temu pierwszy w pełni elektroniczny zegarek świata miał jedną wadę i jedną zaletę w tym samym miejscu — czerwoną diodę. Kosztował jak samochód. I nosił go Bond.