Windows CE znowu w sieci. Proxy, które rysuje internet obrazkami
Web Rendering Proxy renderuje dzisiejszą stronę na normalnym pececie i podaje ją staremu urządzeniu jako obrazek z klikalnymi obszarami. Brzmi jak obejście z 2003 roku, bo nim jest — tyle że autor rozwija je nadal, a najnowsza wersja umie już gadać z Brave i Edge.
Odkopany Pocket PC ma dziś jeden problem i nie jest nim bateria. Bateria to kwestia ogniwa z Allegro. Problemem jest Pocket Internet Explorer, który staje przed współczesnym HTTPS-em jak przed murem — bo nie zna szyfrów, nie zna certyfikatów, nie zna niczego, co powstało po jego śmierci. Sprzęt działa. Sieć go nie chce.
Web Rendering Proxy podchodzi do tego od tyłu. Zamiast uczyć starą przeglądarkę nowego internetu, siada między nią a siecią i robi całą robotę za nią. Pobiera stronę prawdziwym Chromium na normalnej maszynie, renderuje ją, a do zabytku wysyła wynik w formie, którą ten rozumie od zawsze.
Dwa tryby: obrazek i tekst
W trybie graficznym strona ląduje jako GIF, PNG albo JPEG, opakowany w HTML-ową mapę obrazu. Klikasz w miejsce na obrazku, proxy przelicza współrzędne na link i podaje kolejny kadr. To jest internet jako mapa bitowa — dosłownie, bez metafory. Tryb tekstowy idzie inaczej: strona przechodzi przez markdown i wychodzi jako HTML 3.0, czyli coś, co przełknie praktycznie każda przeglądarka z lat 90.
Próg wejścia po stronie klienta jest absurdalnie niski. Wystarczy obsługa formularzy i ISMAP-u. Autor podaje Mosaica 2.0 jako dolną granicę i pokazuje na dowód Gmaila działającego pod Internet Explorerem 1.5 na Windows NT 3.51. Jedynka pięć. To nie jest sprzęt z epoki Pocket PC, to jest sprzęt z epoki, w której Pocket PC był jeszcze prezentacją w Redmond.
Co przyniosło wydanie 4.9.5
HPC:Factor opisał tę wersję 14 marca 2026, tekstem Chrisa Tilleya. Doszła obsługa dowolnej przeglądarki opartej na Chromium — wcześniej wymagany był konkretny wariant, teraz przechodzą Brave, Edge i Chrome. Poprawiony został algorytm renderowania GIF-ów. Wbudowano wyszukiwarkę DuckDuckGo, co przy wklepywaniu adresów rysikiem na ekranie oporowym jest funkcją mniej kosmetyczną, niż się wydaje. Do tego konfigurowalny user agent proxy, nowe przełączniki wiersza poleceń i odświeżone zależności.
Wyżej w numeracji jest już 4.10, która dokłada tryb proxy HTTP. Różnica jest praktyczna: zamiast wchodzić przez formularz na stronie startowej, wpisujesz adres proxy w ustawieniach sieci urządzenia i przeglądasz normalnie. Stara przeglądarka nie wie, że ktoś ją oszukuje.
Po stronie serwera wymagania są zwyczajne — cokolwiek, co uruchomi Go i ma zainstalowanego Chrome'a lub Chromium. Wspierany jest ARM64, więc Raspberry Pi w szufladzie wystarczy. Jest obraz Dockera i gotowe przepisy na AWS App Runner, Azure i Google Cloud Run, gdyby ktoś chciał trzymać bramkę do retro-internetu w chmurze, co jest pomysłem tyleż niedorzecznym, co całkowicie wykonalnym.
Kto to pisze
Autorem jest Antoni Sawicki, w sieci tenox. Licencja Apache 2.0, nagłówek copyright rozciąga się od 2013 do 2026 — trzynaście lat dłubania w narzędziu, które z definicji obsługuje malejącą grupę odbiorców. Jego strona tenox.net stoi od 1994 roku, a on sam siedzi w Mountain View. Ma na koncie też TenoxVGA, przejściówkę wypuszczającą wysoką rozdzielczość Atari TT na zwykły monitor VGA. Nazwisko polskie, choć czy cokolwiek poza nazwiskiem — nie wiem i nie zamierzam zgadywać.
Dlaczego piszę o tym na amigowym serwisie
Bo Pocket PC to nie jest obca planeta. Na tych urządzeniach chodziło PocketUAE — port UAE autorstwa PocketInsanity, emulujący A500 na czymś, co mieściło się w kieszeni koszuli. Amiga w kieszeni, w 2006 roku, na ekranie mniejszym niż dzisiejszy zegarek. Kompatybilność była przyzwoita, dźwięk potrafił zabić całą przyjemność, ale to działało — na długo przed tym, zanim wybór emulatora Amigi stał się kwestią gustu, a nie desperacji.
Miałem TyTN II. Wcześniej Hermesa. Windows Mobile 6 i CE nie były wtedy dla mnie retro, tylko bieżącym sprzętem, na którym instalowało się emulatory Amigi i słuchało modułów — nie pamiętam już nawet, w czym dokładnie, coś tam się na te urządzenia portowało. Wieczory schodziły na XDA-Developers, na kuciu ROM-ów i grzebaniu w cudzych buildach. Ta sama energia, którą wcześniej wkładałem w hex-edytor i Directory Opusa, tylko dekadę później i na mniejszym ekranie.
Kieszonkowy komputer z klawiaturą i rysikiem nie wziął się zresztą znikąd. Zanim pojawiły się Pocket PC, tę samą potrzebę próbowano upchnąć w rzeczy jeszcze mniejsze — Casio Databank DBC-1500 mieścił sto pięćdziesiąt wpisów na nadgarstku i był PDA, zanim PDA weszły pod strzechy.
I jeszcze jedno, bo to najczęstszy błąd w tekstach o tej epoce: Windows CE, Windows Mobile i Windows Phone to trzy różne rzeczy. CE jest jądrem i platformą, Windows Mobile systemem na Pocket PC i Smartphone'y, a Windows Phone 7 z 2010 zerwał ciągłość z jednym i drugim. WRP celuje w CE — czyli w to, co siedzi najgłębiej i przeżyło najdłużej.
Największą wartością tej wiadomości nie jest zresztą sam kod, tylko to, że HPC:Factor wciąż go opisuje. Forum Handheld PC stoi od 1999 roku i nadal wypuszcza newsy o SunVoksie, emulacji PC-98 i kolejnych wydaniach SpreadCE. Ktoś tam siedzi i pilnuje. Sam jestem ciekaw, ile z mojego Kaisera da się jeszcze wycisnąć, jak już znajdę do niego kabel.